Jest Ktoś, Kto zmienił całkowicie moje życie. Jest Ktoś, Kto daje mi Moc, abym mógł pisać to, co teraz piszę. Tym Kimś nie jest jakiś guru, jakiś zwyczajny człowiek, filozof, który znalazł receptę na szczęście. Tym Kimś jest Jezus. Tak Jezus z Nazaretu, czyli Ten, o którym piszą Jan, Łukasz, Marek, Mateusz, Paweł, Jakub, Juda, Piotr. Ten, Który chodził 2 tys. lat temu drogami Palestyny, siedział przy źródle w Samarii, odwiedził Zacheusza, rozmnożył chleb, przemienił wodę w wino w Kanie; wreszcie Ten, Który wziął Chleb, łamał go i powiedział- To jest moje Ciało. Wziął kielich napełniony winem i powiedział- To jest moja Krew. Potem poszedł aż na Golgotę i tam umarł za mnie i za Ciebie. Pochowano Go i pogrążono się w żałobie. Ale „ Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości”, więc i żałoba szybko zamieniła się w radość. On powstał z grobu. Nie ma już śmierci, ja żyję, bo żyje On, a życie moje nie ma końca i ciało moje nie ulegnie zagładzie, bo choć musi wpaść w ziemię i obumrzeć, to jednak przyniesie plon obfity. Moje ciało już dziś jest Świątynią Jego Ducha, Duch Jezusa mieszka we mnie. A Pan daje mi tego Chleba, w którym płonie żar Jego Ducha. I ten Chleb mnie uświęca, przemienia. Moje i Twoje ciało jest świątynią, bo we mnie i w Tobie mieszka Jego Duch. A nasze ciała tworzą Jego Ciało, to jest Kościół, a Jego Ciało jest najdoskonalszą Świątynią Ducha Świętego. Tak zatem przez Jego Ciało nasze ciała stają się Świątyniami Bożego Ducha, by znów stać się jedną Świątynią na Jego chwałę.
Ten Jezus dotknął mnie swoją łaską. Ten Jezus dał mi nowe życie. Tak On przywrócił mi wolność. Nie mogę więc swojej radości ukryć. Muszę się nią dzielić z Tobą, bo jestem Jego świadkiem. Nie ja Go wybrałam, ale On mnie wybrał. Już w łonie mej matki Pan wiedział, że mam o Nim świadczyć. Już, kiedy Ty byłeś w łonie Twej matki, Pan wyznaczył Ci specjalne zadanie. Przez krzyż przeszłam niejako do zmartwychwstania. Miałam na sobie balast gnoju moich grzechów, byłam ślepa, jak ów niewidomy z Ewangelii. Pan wziął błoto i położył na moje oczy. Pokazał mi błoto mojej winy. Obmyłam się i widzę! Tak, ten Jezus dotknął mnie swoją miłością, która nie ma granic, w konfesjonale. Pokazał mi, że mnie ukochał do szczytu możliwości, że wydał samego siebie za mnie. Za Ciebie również. Tam, w sakramencie spowiedzi, Jezus mnie uleczył. Przywrócił mi siebie. Przywrócił mi moją godność, wolność, a więc siebie. Już teraz mogę sama decydować o sobie, już nie czyni tego mój grzech. Teraz jestem wolna, wolnością, którą daje Jezus. A ta wolność rodzi się z poznania prawdy. Tak, paradoksalnie, dowiedziawszy się, że jestem niewolnikiem, staję się wolna, bo Pan zdejmuje z moich oczu ślepotę. Teraz widzę.
Pozwól, że w roku Eucharystii zacytuję Ci obszerne fragmenty książki Daniela Ange „ Eucharystia. Miłość wcielona.” I gdzie niegdzie je skomentuję.
Kiedy kapłan bierze w swoje ręce kawałek opłatka i wypowiada nad nim słowa konsekracji: „ Duch- Stworzyciel działa(…) na skromną materię, podobnie jak unosił się nad wodami rankiem, pierwszego dnia stworzenia. Za każdym razem stwarza na nowo. Było coś i nagle staje się : Ktoś. Była bezwładna materia, a oto nagle staje się osoba żyjącą. Oto Ciało Boga- takie, jakie Duch powołał w Maryi. On je przenika, nasyca, wypełnia, ożywia i rozpala.”
W Eucharystii Jezus ukazuje nam wartość i godność naszego ciała. Nie jest ono bowiem seksualną zabawką, czy więzieniem ducha, które musi ulec zniszczeniu. Nie. Nasze ciało jest Świątynią Ducha Świętego. „ Każde przyjęcie Ciała Pańskiego staje się wylaniem Ducha: << Stają się winni bezbożności wobec Pan ci, których ciała nie są przysposobione, aby zjednoczyć się z Jego Ciałem. A przecież dał On nam ciało, abyśmy jednocząc się z Nim, zjednoczyli się z Duchem Świętym. Słowo Boże stało się ciałem, jak czytamy w Ewangelii, abyśmy nie mogąc uczestniczyć w nim jako Słowie, uczestniczyli w nim jako Ciele, jednocząc nasze ciało z Jego ciałem duchowym i naszego Ducha z Jego Duchem tak ściśle, jak to tylko możliwe, stając się obrazem Chrystusa, świątynią Ducha, jak powiada Apostoł: Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Śmierć nad Nim nie ma już władzy( Rz 6, 9).(…) Została ona pokonana mocą Ducha, jakby mocą ognia, bowiem życie pokonało śmierć.”
To, co stało się 2 tys. Lat temu, dzieje się nieustannie teraz. Bóg bowiem, przyjmując ludzkie ciało, wkroczył w czas, jednak nadal nie żyje On w czasie. Jest w czasie, nie będąc w czasie, co stanowi tajemnicę. „ To zastanawiające, ze w Wielki Piątek wieczorem, po przyjęciu Komunii konsekrowanej poprzedniego dnia, w czasie jedynej Mszy świętej trwającej 3 dni, wszystkie tabernakula są puste aż do wielkanocnego poranka. Tabernakulami są wówczas jedynie nasze ciała.” Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje ciało jest tabernakulum??? Jak więc możesz popełniać grzechy przeciwko 6. przykazaniu? „W rezultacie twoje ciało już nie należy do ciebie. Ono jest zajęte. Przestaje być Twoją wyłączną własnością. (…) Jeżeli tak się rzecz przedstawia, to otwarcie stawiam pytanie: jak masz rozpoznać Ciało Jezusa w konsekrowanym Chlebie, jeżeli nie rozpoznajesz świątyni Ducha w swoim własnym ciele ani w ciałach innych ludzi? Jak masz uszanować rzeczywistą Obecność w Eucharystii, nie szanując jej w swoim ciele? Pogwałcić tę Obecność w ludzkim ciele lub sprofanować Eucharystię- to w obu przypadkach jest świętokradztwo. Czyż uprawianie nierządu przez kogoś, kto przyjmuje Eucharystię, nie jest formą prostytucji wobec Boga?”
Jak zatem wytrwać, jak oprzeć temu, co serwuje nam współczesny świat? Jak zachować czystość przedmałżeńską? Czy to w ogóle możliwe? Tak, to jest możliwe, ale trudno byłoby zrobić to, nie mając duchowego pokarmu, podobnie przecież piłkarz nie wygra meczu, kiedy od niewiadomo ilu dni głoduje. „ Stawiam więc pytanie: Czy można żyć bez Eucharystii? Czy poza tą niezwykłą szkołą czystości, a więc i miłości, można uniknąć upadku? W niej bowiem uobecnia się i udziela męczeństwo miłości. A czy niewinność nie jest jakąś postacią męczeństwa, jakąś norma miłości?(…) Tyle mówi się o dzieciach, które się prostytuują- przepraszam, które się prostytuuje- o współżyjących z sobą młodych ludziach. A kto mówi o tych o wiele liczniejszych, niż się przypuszcza, którzy mają odwagę wiosłować pod prąd? Ich wzorem jest Maria Goretti, która wolała zginąć, niż pozwolić się zgwałcić. Lub młodzi Bagandas spaleni żywcem, gdyż nie ulegli zachciankom swego króla, pederasty. Aby zyskać siłę, odbywali nocą wielogodzinny marsz z pałacu do placówki misyjnej w Narakulongo, gdzie mogli przyjąć Komunię świętą.” Są tacy ludzie, gotowi raczej zginąć niż zgrzeszyć. Bo przecież grzechem śmiertelnym tj. ciężkim jest każdy akt seksualny dokonany przed lub poza małżeńskim związkiem sakramentalnym!
„Czyż to nie Ciało Jezusa przywróciło Marii Magdalenie prawdziwą tożsamość jej ciała, które było sprofanowanym tabernakulum? Widząc Ciało Jezusa na krzyżu, musiała zrozumieć, że ma przed sobą szczyt miłości oraz że nie może już ani opuścić Jezusa, ani szukać miłości gdzie indziej.” Ciało Jezusa może uleczyć nasz wzrok, naszą świadomość, naszą pamięć. „Zaufaj Lekarzowi, a On uleczy wzrok twojego serca, a wówczas zobaczysz Boga.- Teofil z Antiochii Zobaczysz Boga! Nasze oczy zostały nam dane tylko w tym celu- w żadnym innym.” Ciało Boga zostało zranione, przyjmujemy Ciało Tego, który był ubiczowany i ukrzyżowany, a po 3 dniach zmartwychwstał. To zranione Ciało leczy nasze zranienia. „ To, co przyjmuję, nie jest ziarnem zboża i kiścią winogron, lecz zbożem poddanym rozdrobnieniu na mąkę i przepuszczonym przez gorący piec oraz kiściami winogron zgniecionymi w tłoczni. Taką tłocznią był Ogród Getsemani. Jest to Krew, którą On rzeczywiście przeleje, oraz Ciało, które rzeczywiście będzie wydane i torturowane. Serce, które rzeczywiście będzie przebite, dusza, która rzeczywiście zostanie zraniona, a którą On nam daje, pozostawia i powierza. Niekończąca się boleść świata łączy się z Jego męką, aby wraz z nią została uświęcona i przemieniona. Dołączają się do niej wszystkie moje męki, agonie lub po prostu cierpienia, aby mogły zostać uświęcone Krwią, złączone z Eucharystią i użyźnione. Słowem: przebóstwione.”
Szatan, którego istnieniu wielu próbuje teraz zaprzeczać, doskonale wie, że w konsekrowanym Chlebie i Winie obecny jest Jezus. „Wielkie pieniądze płaci się tym, którzy kradną Hostie i przekazują na użytek czarnych mszy. Zresztą członkowie sekty natychmiast rozpoznają, czy hostia jest konsekrowana, czy nie. Niektórzy bowiem próbowali ich oszukać, ale tamci od razu potrafili się zorientować, czy to jest rzeczywiście Ciało Jezusa. Dowodzi to, że szatan ma większą wiedzę od naszej. Potrafi bezbłędnie rozpoznać Jezusa tam, gdzie jest On rzeczywiście obecny.” Szatan wie, że Jezus jest obecny w Eucharystii, a jednocześnie z Nim walczy, bowiem jest wrogiem Boga. Kusi ludzi i odbiera im wiarę w prawdziwą obecność Jezusa w Komunii Świętej. Musimy pamiętać o tym, że „ Za każdym razem, gdy kapłan daje nam Jezusa, mówiąc: << Ciało Chrystusa>>, lepiej byśmy zrezygnowali z Komunii świętej, jeżeli nie mówimy z głębi serca: << Tak. Amen. Wierzę w to. Zgadzam się. Wiem, że to jest On. On we własnej osobie.>>”
Myślę, że dobrym podsumowaniem tych fragmentów, które cytowałam będą takie słowa Daniela Ange, które znajdują się w jego książce: „To jest Ciało moje- słowa zadziwiające, o niesłychanych następstwach historycznych i kosmicznych! Słowa te spowodują eksplozje miłości, której reakcja łańcuchowa przekroczy wymiary czasu i przestrzeni. Będą wymawiane miliardy razy, we wszystkich językach i dialektach. W każdej godzinie, każdego dnia i każdej nocy dziejów.
W czasie swojej pierwszej Mszy świętej Jezus widzi już owe miliardy Mszy, które będą sprawowane na wszystkich górach, w dolinach, w miastach i wioskach, w lasach i na pustyniach, na całej ziemi, przez kapłanów wszystkich ras, ludów, narodów i języków. Dzięki różnicy czasu, w każdej minucie gdzieś na świecie kapłan mówi:To jest Ciało moje.
Jednak w ścisłym znaczeniu nie są to słowa, lecz akt, gdyż sprawia to, co wyraża. Jest to wyrażeni, słowa, mające moc sprawczą. (…) To są słowa tego samego rodzaju, co: Niech się stanie światłość! I stała się światłość. Z tą różnicą, że w Księdze Rodzaju wszystko powstało z nicości, natomiast tutaj- z kawałka chleba.
Ten chleb, tak często marnowany, którego odmawia się ubogim; to wino, którego się często nadużywa…A jednak ten sam chleb, który jemy na śniadanie, to samo wino weselne- zostają przeistoczone, przemienione, czyli w języku fachowym, poddane transsubstancjacji w samego Boga. To, co stworzone, staje się Stwórcą. Materia staje się Tym, który jest niematerialny. Uboga rzecz staje się Osobą. I to jaką Osobą! To, co wieczne, mieści się w chwili. Nieskończoność zstępuje na ołtarz. Bóg przybiera postać zwykłego chleba.
Proszę powiedzieć, czy może się zdarzyć bardziej zdumiewający cud? Gdyby Mont Blanc runął do Morza Śródziemnego, byłoby to bez znaczenia w porównaniu z tym cudem. Jest to rewolucja, jaka mogła się wydarzyć. Czy o tym wiesz, czy nie, to niczego nie zmienia- po prostu tak jest.
A dokonuje się to w sposób tak prosty, tak zwyczajny, że prawie niezauważalny, tak zdumiewający, przy zastosowaniu tak prostych środków…Ale w istocie, czyż nie zdarzyło się już coś podobnego pewnego ranka, gdy w Nazarecie, miasteczku o nie najlepszej sławie, nastąpiło Zwiastowanie? A czyż pewnego wieczoru w Jerozolimie, w czasie wieczerzy, podobnie jak na drodze do Emaus, w pewnej gospodzie, Bóg nie objawił się w sposób równie dyskretny, aby nas nie przestraszyć? A może On chce nas oswoić, posługując się cielesnością, nieśmiałością, pokorą i wrażliwością? Dlatego, aby nie przejść obojętnie obok takiego skarbu, nie zauważając go, musisz przyjść i napić się z niewyczerpanego źródła radości i blasku. Musisz go przyjąć, nawet nie rozumiejąc, sercem dziecka. Dzieci, które przyjęły chrzest, mają w tym bardzo dobre wyczucie, podobnie ludzie chorzy.
Tak, czy inaczej, zrozumiesz to w niebie, a więc wkrótce. Ale wówczas będzie za późno, aby cieszyć się Nim na ziemi. Jakże wielkiego szczęścia, jak wielkiej słodyczy i siły bylibyśmy wówczas pozbawieni!”
Klęknij więc u kratek konfesjonału i zrzuć z siebie absolutnie wszystko, co Cię odgradza od Jezusa. Otwórz Mu swoje serce. Inaczej Cię nie uleczy. On do głuchego powiedział : Effata! Otwórz się! A potem, gdy wyznasz Mu swoje winy, wypełniwszy wszystkie warunki dobrej spowiedzi, czyli rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, szczerą spowiedź i zadośćuczynienie, przyjdź i czerp ze zdrojów zbawienia. Ale tylko czystym sercem.

BŁOGOSŁAWIENI CZYSTEGO SERCA, ALBOWIEM ONI BOGA OGLĄDAĆ BĘDĄ.
Test wysłała do nas Monika.