„ Mocy moja, uwielbiam Cię…”

„ Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma Życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.”( J 6, 54-56)

Te słowa z Ewangelii wg. Św. Jana nie są jedynie pustym frazesem, czy mglistą obietnicą. Są Prawdą i można tego doświadczyć, doświadczyć w sposób niemalże namacalny. Nie chodzi mi o jakieś mistyczne i nadprzyrodzone odczucia, ale jedynie o osobiste spotkanie z żywym Bogiem w sakramencie Eucharystii, które napełnia człowieka niezwykłą mocą. Słowa Jezusa, wypowiedziane do Apostołów, że co mówi im w sekrecie mają rozgłaszać na dachach, nabierają nowego znaczenia, kiedy po przyjęciu Komunii Świętej, czuję, że rzeczywiście Bóg dał mi taką Moc, taką Siłę, „Powera Bożej Miłości”, iż mogłabym wyjść na ulicę i krzyczeć, że On jest Panem. Istotnie Eucharystia nie kończy się w kościele, a jej zakończenie, czyli tzw. missio- rozesłanie, jest zachęceniem i zobowiązaniem do przedłużenia, kontynuacji tego, co zostało rozpoczęte w czasie Uczty oraz do wykorzystania tych sił, jakimi obdarzył nas podczas niej Chrystus.
Apostolska misja Kościoła zaznacza się wyraźnie właśnie poprzez to rozesłanie. Sama Eucharystia jest zatem nie tylko spotkaniem, zjednoczeniem z żywym Bogiem i braćmi, ale też zaczerpnięciem ze Źródła, które daje moc do głoszenia Słowa. Jezus ustanowił Eucharystię, jako uobecnienie swej męki, śmierci i zmartwychwstania, jako przedsmak nieba i możliwość zjednoczenia z Nim już na ziemi, jako sakrament jedności Kościoła, ale jak wiemy uczniowie od grobu, ze spotkania ze Zmartwychwstałym w Wieczerniku i w drodze do Emaus, poszli na cały świat z radosną wieścią, że On żyje. Tak też chrześcijanin XXI wieku, którego Bóg prowadzi pod krzyż i do pustego grobu w sposób tajemniczy w czasie każdej Mszy św. , wychodzi z takiego spotkania pełen siły do tego, by nieść innym radosną wieść, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał, bo stał przecież u stóp krzyża i przed pieczarą, będącą grobem Jezusa. Nie da rady już zatrzymać tego doświadczenia tylko dla siebie. Musi je dzielić z innymi, podobnie jak dzieli się każdą radością. Może to czynić słowem- poprzez bezpośredni apostolat, ale i swoimi czynami, to jest miłosiernym spojrzeniem na znajdujących się w potrzebie, pokorą, odwagą, wiarą, życiem zgodnym z Bożymi przykazaniami, wcielaniem w życie rad ewangelicznych, posłuszeństwem, czyli po prostu miłością Boga i bliźniego.
Nie powinien dziwić fakt, że człowiek utrudzony życiem, zmęczony i znękany, przychodzi na Eucharystię. Ktoś powie, że mógłby sobie dać spokój, bo Bóg widzi dobro, które czyni. Ale ten człowiek wie, że bez zjednoczenia ze Zmartwychwstałym i bez tej Mocy, jaką obdarza Jezus w Najświętszym Sakramencie, nie dałby rady służyć braciom.
„ Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”, powie Mistrz z Nazaretu. Dlaczego w takim razie nie przyjść i nie odpowiedzieć na Jego wyznanie? Czyżbyśmy nie chcieli pokrzepienia?
Moc płynąca z Eucharystii to także pewność, że jestem z Bogiem, a skoro tak nic mi przecież nie grozi. Jeżeli mam czyste serce, sumienie, jeżeli nie mam brzemienia grzechu ciężkiego, co przecież jest koniecznym warunkiem do spotkania z Panem w Eucharystii i jeśli On jest w mojej duszy, czego mam się bać? Skoro, jak powiedział św. Paweł: „ Już nie żyję ja, ale żyje we mnie Chrystus.”? Nawet, jeśli przyjdzie śmierć, nie lękam się jej, bo ona oznaczać będzie nic innego, jak spotkanie z Miłością. „ A któż nas zdoła odłączyć od Miłości Chrystusa? Czy głód, czy nagość, czy ucisk, czy prześladowanie?” O cóż więc tyle obaw?

Tak można dopiero pojąć słowa Jezusa: „ Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu Waszemu dać wam królestwo.” ( Łk 12, 32) Albo „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją, ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?” ( Mt 6, 26) Tak to jakoś jest, że jeżeli się tylko Bogu zaufa nawet w beznadziejnej sytuacji, szybko znajduje się rozwiązanie i to takie, jakiego nikt z nas by się nie spodziewał. „ Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.” ( Mt 6, 32b) Nie jest to zachęta do lenistwa, ale zapewnienie, że jeżeli czynimy wszystko, co po ludzku możemy uczynić w jakiejś sprawie, ale najpierw i przede wszystkim staramy się o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, to wszystko będzie nam dodane, a nasze sprawy i kłopoty rozwiąże sam Bóg.( por. Mt 6, 33) Kiedy modlimy się i uczciwie, wielkodusznie pracujemy, Pan zatroszczy się o to, byśmy nie zginęli z nędzy i głodu. Wiadomo, że człowiek musi dołożyć swoich starań, ale gdy to uczyni i nie jest w stanie zrobić nic więcej, powinien powierzyć swą sprawę Bogu, a On sam będzie działał ( por. Ps 37).
Nie możemy wszystkiego przewidzieć. Rolnik, zaorze pole i zasieje ziarno, a w czasie jego wzrostu przyjdzie susza i pozornie już na nic jego praca. Ale przecież Najwyższy w swym wielkim Miłosierdziu może sprawić, że spadnie deszcz, który ocali plony. To nie jest już zależne od rolnika. Potrzeba nam zatem wielkiej ufności Bogu. Ileż mniej byłoby nerwów, kłopotów, a tym samym chorób i trosk, gdybyśmy oddali wszystko, co od nas niezależne Panu, a nawet to, co zależne, bo tak naprawdę możliwość użytego przeze mnie we wcześniejszym przykładzie zasiania zboża, jest Bożą łaską. „ Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.” ( Mt 6, 34) Byłam świadkiem takiego Bożego miłosierdzia w błahych codziennych sprawach. Podam taki przykład. Robotnicy na pobliskiej budowie wylali płytę, cement jeszcze nie związał, a nadciągała burza. Wielka czarna chmura, a nawet słychać już grzmoty i błyska się. Wiadomo, ze gdyby wtedy przyszła ulewa, ich praca poszłaby na marne. Praca, pieniądze wydane na cement, wysiłek w spiekocie. Burza przeszła „na sucho”. Pan ocalił ich pracę. Wielki Budowniczy świata, który sam wie, jak ciężko budować, ale nie dlatego, żeby się męczył, bo jest Bogiem, ulitował się nad wysiłkiem człowieka. Jakże skuteczna jest modlitwa Koronką do Bożego Miłosierdzia i zwykły akt strzelisty do Pana, nauczyła mnie właśnie miedzy innymi ta sytuacja. A przecież można by wpaść w panikę, przeklinać, złorzeczyć. Tylko po co? „ Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.” On wiedział, że ci robotnicy potrzebowali, aby deszcz tego dnia nie spadł.
„ Mocy moja, uwielbiam Cię…” i dziękuję Ci, że niewzruszenie trwasz z Miłością Stwórcy ziem i ochraniasz nas płaszczem swej opieki. Trzeba nam zawsze pamiętać, że jeśli jesteśmy utrudzeni, mamy iść do Jezusa Eucharystycznego, a jeśli się boimy o jutro, mamy powierzyć je Temu, który już je zna. A zawsze najpierw troszczyć o królestwo i głosić Boże Monika.