Słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii bardzo mocno dotyczą naszego życia. Można tego zwłaszcza doświadczyć, kiedy gdzieś się zagubimy, odejdziemy. Zwłaszcza kiedy zaplączemy się w jakiś ciężki grzech. Wielu czuje, że nie jest w stanie czynić dobra, albo inaczej, zwalczyć w sobie zła, zanim się nie wypowiada. Nie pojedna. Przez cały czas do sakramentu pokuty, kiedy ta nić kontaktu z Bogiem została w jakiś sposób przez nas zerwana, lub naderwana, czujemy wyraźnie swoją słabość. Dlatego tak ważne jest, aby jak najszybciej udać się do konfesjonału, albo choć wzbudzić w sobie żal i poprosić Boga o pomoc w walce. O pomoc, by nie poszła zaraz lawina grzechów.
Grzech jest jak wir. Wciąga. Teraz pozwolę sobie przytoczyć sens słów, które słyszałam na rekolekcjach. Kapłan mówił, że to wciąganie grzechu widzimy zwłaszcza na przykładzie Dawida. Zaczęło się od lenistwa. Król nudził się. Potem przyszło pożądanie, wreszcie cudzołóstwo, potem kłamstwo i próba oszukania Uriasza, poprzez namówienie go do grzechu, gdyż kiedy Izraelici walczyli, kontakty seksualne były zabronione. Potem kiedy Uriasz nie dał się skusić, Dawid postanawia go upoić. Kiedy i to nie pomaga, nakazuje spowodować zabójstwo żołnierza. Z jednego grzechu w drugi. Dokładnie odwrotna sytuacja, gdy chodzi o kontakt z Bogiem, mówił Ksiądz. Bo tutaj możemy być bardzo blisko Boga, możemy być wielkimi mistykami, a mamy zawsze tę świadomość wolności, że w każdej chwili mogę odejść, mogę powiedzieć Bogu nie. Bo On jest Miłością. Prawdziwa miłość to relacja w całkowitej wolności. Natomiast szatanowi zależy na tym, aby nas kompletnie omamić, wciągnąć, zniszczyć.

Nie jesteśmy w stanie wyjść z tych macek zła o własnych siłach. Dawid podniósł się, gdyż Bóg dał mu łaskę. Łaska jest darem, ale musimy jej chcieć. Jezus daje nam dar, którym jest On sam. To Eucharystia. Istotnie bez tego Chleba nie damy rady. Albo ustaniemy w drodze, albo wpadniemy w wir grzechu. Z resztą w zasadzie nie da się tylko ustać, bo w tedy się nie wydaje owocu, a zatem już nie jest się tą latoroślą tkwiącą w winnym krzewie. Jeśli nie będziemy zaraz po grzechu się podnosić, i nie będziemy chodzić do Komunii, nie dziwmy się, że nie przyniesiemy owocu. Jezus mówi wyraźnie, że bez Niego nic nie możemy uczynić. Zaufajmy Mu. A wtedy nie tylko przyniesiemy owoc, ale także doświadczymy radości bycia z Nim, a tej nikt nam nie zdoła odebrać, jeśli sami nie zdecydujemy się na to, by się jej pozbawić.
Trzeba też pamiętać, że owoce nie zawsze przychodzą od razu. Nie wszystkie drzewa owocują cały rok i nie w każdej strefie klimatycznej. Na niektóre trzeba długo czekać. Potrzeba przeczekać zimę i wiosnę…Czasem jest z nami, jak z tym krzewem z przypowieści, który nie owocował, a Pan dał mu jeszcze czas. Na pewno jeśli jednak będziemy się starali czynić dobro na co dzień i iść za Jezusem, oraz jeśli będziemy chcieli w Nim trwać, aby i On trwał w nas( Komunia), to przyniesiemy owoce. Wcześniej lub później. Wtedy będziemy miłować „nie słowem i językiem, ale czynem i prawdą.” Musimy tylko chcieć, czynić wysiłki. I pokornie prosić Pana o siły.


Tekst nadesłała do Nas, Monika