Zawsze uważałem siebie za człowieka pogodnego i pozytywnie nastawionego do świata. Kiedy usłyszałem o rekolekcjach, których myślą przewodnią było ukazanie Maryi jako nauczycielki radości, obudziła się we mnie ciekawość i chęć poznania tej nauczanej radości. Panie, jakże Ci dziękuję za tą ciekawość! Doświadczenia tych rekolekcji pokazały mi bowiem dotychczas niedostrzegane źródło radości. Okazało się, że wyjazd na te rekolekcje był dla mnie głębokim przeżyciem i na szczęście wiązał się z wyrwaniem od natłoku zajęć i obowiązków. Dzięki temu zostawiłem troski codzienności i mogłem odkryć piękno obecne w Bogu, szczególnie obecnym w Najświętszym Sakramencie, i w ludziach, którzy przepełnieni życzliwością i nieukrywaną radością, uświadomili mi, że wiara w Boga nie sprowadza się do wiecznej powagi i często bezrefleksyjnego uczestnictwa w praktykach religijnych.

Cudowne przeżycia związane z odkrywaniem na nowo swojej wiary, zostały wzbogacone wspaniale przemyślanym planem tych rekolekcji. Dające mnóstwo do myślenia prezentacje i konferencje, a także czas spędzony na adoracji Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, pozwoliły spojrzeć na moje życie duchowe w innym, lepszym świetle.

Maryja, której opiekuńczą i kochającą obecność, można było odczuwać przez cały czas rekolekcji, stała się dla mnie prawdziwym Apostołem i Nauczycielką radości. Z jej pomocą udało mi się odnaleźć właściwą drogę wiodącą ku Chrystusowi, ku Zbawieniu.

Na koniec chciałbym wyrazić szczególne uznanie i podziękowanie dla Apostolatu Margaretka za przygotowanie tego wspaniałego wydarzenia i okazji do spotkania z Bogiem i Maryją. Nie wyobrażam sobie nie skorzystania z kolejnej takiej okazji.

Kamyk


Świadectwo będzie o dwóch radościach. Pierwsza to radość podczas rekolekcji, druga radość w życiu po rekolekcjach.

Wiecie, że przez dolegliwości zdrowotne nie mogłem w pełni uczestniczyć w rekolekcjach. Dolegliwości złożyły się na nieprzyjemności i dyskomfort. Dyskomfort ponieważ źle czuję się w sytuacji gdy jestem dla drugich ciężarem, muszę szukać u kogoś pomocy. Wobec tego radością było to, że nie byłem dla Was – uczestników rekolekcji – ciężarem, że Wy sami chcieliście pomóc. A to, że mogliście pomóc Wam samym sprawiało radość. Paradoksalnie więc, mimo pewnego zmartwienia jakie wywołałem, działanie i pomoc w tej sytuacji dawały też Wam radość. Tak to odczułem. Oczywiście po wyleczeniu pojawiły się ulga i spokój. Dziękuję.

Co jasne, samo to moje cierpienie mnie nie ucieszyło. Jednak zawsze takie cierpienie uczy wytrzymałości, pokory i cierpliwości. Czerpałem więc podczas rekolekcji takie doświadczenia. Też to doceniam, chociaż organizatorzy nie przewidzieli tego w programie.

Na ile mogłem uczestniczyłem w rekolekcjach. Umocniłem ducha i umysł. Umysł bo rekolekcje były dla mnie też nauką Boga i Maryi, uświadomiłem sobie kilka rzeczy o swojej wierze. Ta nauka i wiara mają nam dawać radość w życiu codziennym, już po przeżyciu rekolekcji, to ta druga według podziału ze wstępu. To taką radosć dzięki rekolekcjom mieliśmy osiągać.

Próbuję więc przeżywać radość na co dzień, znajdować ją w ludziach, w Bogu. Staram się dzielić radością z innymi. Nie jest jeszcze idealnie, bo walczę ze swoim charakterem, ale czuję, że jest lepiej. Szczególnie cieszy mnie, że są sytuacje gdy czerpię radość właśnie dzięki przeżyciu rekolekcji, pewne rzeczy zauważam, inne potrafię inaczej odczuć. Inne jeszcze sytuacje, w których odnajduję boską moc, rozpoznając ją dzięki nauce z rekolekcji. O ile same w sobie nie dają radości, bo są też takie, to dają mi nietypową radość z tego, że jestem doświadczany i umiem do doświadczanie rozpoznać. To wszystko owoc rekolekcji.

Szczegóły mogę opowiedzieć zainteresowanym na kolejnych rekolekcjach. Do zobaczenia!

Janek


Bogu niech będą jeszcze raz wielkie dzięki za przepiękne Rekolekcje. Cieszę się, że Was wszystkich osobiście poznałam. Kocham Was wszystkich. Mam nadzieję, że Pan Bóg pozwoli uczestniczyć w kolejnych Rekolekcjach, może nawet z liczniejszą grupą z Bełchatowa, ale muszę najpierw wszystkim naszym Margaretkom opowiedzieć o rekolekcjach!

Bogusława


Moje świadectwo z rekolekcji

Co jakiś czas dostawałam na maila informacje z Apostolatu „Margaretka”. Szczerze się przyznam, że nie wszystkie czytałam… Jednak tego z informacją o rekolekcjach przeczytałam z wielkim zainteresowaniem i  chwilę potem dzwoniłam chcąc się dowiedzieć  czegoś więcej… Tytuł rekolekcji „ Nie lękaj się”, zrobił na mnie naprawdę olbrzymie wrażenie! Czułam, że Pan Bóg osobiście mnie na te rekolekcje zaprasza i dlatego nie wahałam się przejechać „ pół Polski”, aby dostać się do Porszewic. Mogłabym długo pisać o tym co przeżywałam na miejscu. Popadałam ze skrajności w skrajność … ci co byli na rekolekcjach wiedzą o czym mówię :)!

Pierwsze poruszenie serca poczułam kiedy przemierzałam „ścieżkę od lęku do ufności” i znalazłam się pod brzozowym krzyżem z napisem: JA NAD WSZYSTKIM CZUWAM….to był moment dla mnie bardzo osobisty, takie przytulenie się do Jezusa i powierzenie mu wszystkiego… Od tego momentu było już tylko lepiej :) W dzień wyjazdu natomiast przeżyłam coś równie wyjątkowego… Podczas naszej ostatniej, wspólnej modlitwy gestem Pan Bóg pokazał mi głębię tego rodzaju modlitwy. Nie umiem wyrazić słowami tego co widziałam, czego byłam świadkiem podczas kiedy organizatorzy rekolekcji „tańczyli” do piosenki    „Serce Jezusa”… Celowo słowo „tańczyli” ujęłam w cudzysłów, bo ja nie widziałam tańca… widziałam MODLITWĘ… Ci ludzie  każdym swoim gestem modlili się i czułam, że Panu Bogu ta modlitwa się bardzo podoba :)

Rekolekcje się skończyły. Wróciłam do domu, ale modlitwy gestem nie jestem w stanie zapomnieć. Jestem nią zauroczona! Próbuję zaszczepić ją na stałe w grupie modlitewno – charyzmatycznej w moim mieście, wielu gestów nauczyłam też mojego 6- letniego synka. Chciałam podziękować za życzliwość, uśmiech i wspaniałą atmosferę organizatorom. Pamiętam o Was w modlitwie.

Edyta